Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

 
 
 

Now in all pressshop:

Check It!

Read more >>

 


Google
Web IAN
Advertisement
 
To już pięć lat? PDF Drukuj E-mail
Monday, 30 June 2008
Wydawałoby się, że minęło zaledwie kilkanaście miesięcy - takie miałem wrażenie, gdy wjeżdżałem w bramę krakowskiego Muzeum Lotnictwa. Nie będę opowiadał Wam punkt po punkcie tego, co aby pełni odczuć i przeżyć trzeba było oglądać na własne oczy. Podzielę się za to Wami odczuciami i wrażeniami z lotniczej fiesty w grodzie Kraka widzianej oczyma kogoś, kto jeszcze niedawno brał udział w jej tworzeniu.
Pięć lat temu - też w piątek - przyjechałem za radą kilku znajomych pilotów na „małe pokazy" w Krakowie. Impreza przerosła moje oczekiwania. Przez następne trzy lata brałem udział w organizowaniu kolejnych edycji tego z roku na rok coraz większego Święta Lotnictwa w miejscu gdzie historia przeplata się z teraźniejszością. Czas zupełnie inaczej płynie, gdy się coś współtworzy niż wtedy, gdy się na to patrzy z boku.

Od zeszłego roku w muzeum zaszły duże zmiany - zniknął stary budynek aeroklubu, stacja meteo i baraczek, w których mieściły się pracownie. Na ich miejscu w iście lotniczym wyrastają z ziemi fundamenty nowego gmachu muzeum. Na szczęście biuro pozostało na miejscu, a w nim... ta sama krzątanina ostatnich chwil przed pokazami. Witam się ze starymi znajomymi, wysłuchuję najnowszych ploteczek i „dyżurnych" piknikowych narzekań, umawiamy się na „nocne Polaków rozmowy". Nie ma czasu na dłuższe celebrowanie powitań - „wiesz gdzie co jest więc obsłuż się sam" - szybko odbieram akredytacje i... staram się nie przeszkadzać.

Wiem już kto na pewno nie przyleci, tak liczyłem na kolejnego Spitfire-a w tym roku, mówi się trudno. Jednak znacznie bardziej mi żal, że nie zobaczę Grumana Avenger-a. Na ten samolot poluję już od dłuższego czasu, niestety tym razem również nic z tego. Może za rok?

Lotnisko będzie otwarte dopiero od 15.00 wyruszam więc na spacer po terenie przyszłych pokazów. Na „plenerowej" muzealne nowości - Orlik, kolejna Iskra, Kruk, Mi-2 Agro z osprzętem i MiG-29. Na stojance jest już pierwszy samolot, nie przyleciał tu jednak, ale przyjechal w ciężarówce - to oczywiście Acromach Ali Öztürka. Na pozostałych powietrznych gości czekaj puste stojanki.

Tuż przed otwarciem pasa przez 15 minut szaleje nawałnica. Żywioł postanowił pokazać, na co go stać. Ciężki namiot - mesa pilotów samodzielnie przemieścił się lotem kilkadziesiąt metrów i wylądował po drugiej stronie drogi kołowania, parasole punktów gastronomicznych tworzą malownicze kompozycje wśród krzaków. Tymczasem z powietrza zgłaszają się pierwsi goście. Na stojanach czekają na nie ludzie z ground-u i „marszałek"! Nie tylko czekają - wiedzą jak machać rękami. Każdy lądujący samolot jest natychmiast przekazywany do mashalera i po wyłączeniu silnika ustawiany na wyznaczonym miejscu. Podstawki, kotwiczenie, „zapraszamy do biura po odbiór identyfikatorów i kart hotelowych oraz talonów na posiłki". Chciałbym widzieć taką organizację na każdym lotnisku w kraju!

Przenoszę się na moje „stare" miejsce przy kwadracie. Przysłuchuję się korespondencji - lecą starzy znajomi z Polski, Czech, Litwy, Austrii, Niemiec. Z nawigacją u niektórych „panów pilotów" niestety nie jest najlepiej, lecąc „znad Wieliczki" wyskakują nam zza pleców od północnej strony lotniska. Miłą niespodziankę sprawia LOT 025 pytający na 135,175 czy może przejść skrajem naszej strefy „z uwagą na ruch lokalny, skorzystam z pasa jutro, na czymś mniejszym i bardziej dostosowanym". Kto to mógł być? Robert Kowalik, Marek Szufa, a może jeszcze ktoś inny? Słońce powoli chowa się za horyzont, czas zamykać lotnisko, przyleciało może 30% zaproszonych samolotów, jutro rano przed pokazami będzie niezły „trafik".

W sobotę docieram na lotnisko dość późno, no cóż wieczorne spotkania przeciągnęły się długo w noc. Znów rytuał powitań: „co tam słychać, przylecisz do nas w końcu, masz dla mnie obiecane zdjęcia?". Nie widzieliśmy się przecież kilka miesięcy. Jeszcze szybka wizyta u znajomych „rekonstruktorów", dłuższy postój przy stoisku z modelami i pędzę na „lożę prasową" z widokiem na drzewa na VIP-owisku. No cóż w tym roku będę musiał poszukać sobie innego „miejsca pracy".

Tymczasem w powietrzu zaczyna się ruch. Pierwsze samoloty startują do pokazów. Na początek trochę akrobacji, prezentacja samolotów gości. Wszyscy czekamy na oficjalny początek pokazów. Czy w tym roku SP-AMR pokaże coś ekstra jak na „niepokornego" An-a - 2 przystało? Tym razem nie ma niespodzianek, za to jest skoczek z największą możliwą flagą. Jej powierzchnia jest znacznie większa od powierzchni czaszy - jak on tym steruje? Dwa dni z aparatem przy oku uważam za otwarte. Przez wizjer przewija się kalejdoskop kolorowych sylwetek, czasem w obiektywie widzę tylko dym, z którego wyłania się końcówka płata lub statecznik. Już po chwili inny kadr; dostojnie płynie w powietrzu na minimalnej prędkości najbardziej pokraczna konstrukcja pokazów z silnikami na goleniach podwozia Dornier Do 28. Przeplatają się na zmianę samoloty historyczne i absolutne nowości od maleńkich CTSW, CH7 Kompres po potężne Skytrucki, Mi-8 i Mi-24.

Gdzieś w połowie tego „flugzeug überraschung" - jak prywatnie nazywaliśmy zawsze pokazy - przychodzi do obchodów jubileuszu. W głównym hangarze Muzeum na hangar party mundury mieszają się z kombinezonami i strojami nie zawsze wieczorowymi - chyba największe w kraju przyjacielskie spotkaniem miłośników i przyjaciół lotnictwa. Następnego dnia od rana znów jestem z aparatem „na posterunku" - taki już los „rejestratora sławy i chwały naszej awiacji".

Dopiero po powrocie do domu mam czas żeby „na spokojnie obejrzeć" pokazy. Przegadam zdjęcia i zastanawiam się, jaki naprawdę był ten jubileuszowy piknik. Wśród solistów nie potrafię wybrać tego, o którym powiedziałbym, że był najlepszy. Jurgis Kairys wyczyniał na niebie rzeczy, których poza nim nikt inny właśnie z powodu ograniczeń sprzętowych nie może pokazać. Jego dopełnieniem, a może raczej odbiciem był Ali Öztürk na Acromachu. Ten superlekki dwupłat wywodzący się z Pittsa, napędzany potężnym silnikiem w powietrzu zachowujecie jak model akrobacyjny. Przeciążenia muszą być ogromne - jako jedyny z „tłokowych" akrobatów Ali musi używać ubioru antyprzeciążeniowego. Precyzja i piękno solowego pokazu Wiesława Ceny w zupełności wystarcza dla ucieszenia oka akrobacyjnych estetów. I jeszcze jeden pokaz, o którym „trzeba" powiedzieć - po raz pierwszy w Krakowie z głośników popłynęły dźwięki Ameno. Co było potem - wie to każdy kto choć raz był na pokazach lotniczych - Jerzy Matula na Fox-ie wykonał swoją wspaniałą wiązankę! Niby nic niezwykłego jednak, jeśli jednak wziąć pod uwagę, że lotnisko ma tylko 700 metrów betonowego pasa z jednym kierunkiem podejścia z nad przeszkody lotniczej na dodatek. Start zespołu holownik-szybowiec i lądowanie po wiązance szybowcem na tej nitce betonu w środku miasta to coś co warto było podziwiać z zapartym tchem.

Biało-Czerwone Iskry w okrojonym, czterosamolotowym składzie korzystając z dobrej pogody pokazały „wysoki program". Zupełnie inaczej pisał po niebie Zespół Żelazny - ich występ requiem dla Lecha i Piotra. Pokazali wszystko to, czego przez pięć lat wspólnego latania nauczył ich Lech i co jeszcze do niedawna razem z Piotrem prezentowali na pokazach.

„Amatorzy" też mają swoje „pięć minut"! Bellanca Citabria udowadnia, że jest samolotem akrobacyjnym nie tylko z nazwy. Nasion, Jak-18, Bies, Tiger Moth, Li-2, Piper Cub to nie tylko zabytki, to nostalgia i piękno latania. Na przeciwnym krańcu skali czasu - Zodiaki, GP, Cirrusy i - uwaga - łódź latająca! Tym razem Super Petrel Seabird SP100.

Od początku Małopolskich Pikników lotniczych jest w nich jeszcze jedna rzecz, o której warto przypominać co roku. To jedyne takie pokazy, na których jeśli komuś było mało lotniczych wrażeń w wykonaniu ponad stu płatowców reprezentujących 70 typów może dołożyć do tej listy ponad 200 eksponatów muzeum. I nie sądzę żeby ktokolwiek opuścił teren Czyżyny z uczuciem niedosytu.

Marek Chmiel

<< wstecz   dalej >>


Advertisement
 
 
VII Małopolski Piknik Lotniczy Kraków 2010